szczury - Awantura o szczura

Po interpelacji radnego Dariusza Lasockiego w sprawie szczurów nad gocławskim Balatonem rozgorzała ostra dyskusja w sieci…

Niedawno przez media społecznościowe i część mainstreamowych przeciągnęła burza, wywołana interpelacją jednego z radnych m. st. Warszawy w sprawie gwałtownego powiększenia się populacji szczurów nad gocławskim jeziorkiem Balaton. Radny, w imieniu mieszkańców, domagał się zdecydowanych działań władz dzielnicy, a mianowicie przeprowadzenia wokół tego zbiornika deratyzacji. Można by sądzić, że przypomina on urzędnikom, przede wszystkim WOŚ, o ich obowiązkach, i że zostanie za swoją działalność pochwalony. Nic bardziej mylnego. Natychmiast odezwali się oburzeni obrońcy przyrody, bowiem na tym samym terenie mieszka  spora liczba karczowników, gryzoni podobnych do szczura, znajdujących się pod częściową ochroną gatunkową.

Szczury i karczowniki (do niedawna zwane myląco szczurami wodnymi, chociaż to gryzonie z innej rodziny – chomikowatych) przebywają na tym terenie „od zawsze”. Co zatem się stało, że ich liczba  tak nagle się zwiększyła? Wpłynęły na to dwa fakty:

  1. Od początku lipca Zarząd Zieleni M. St. Warszawy wykasza brzegi Kanału Wystawowego, do którego uchodzą wody Balatonu. Spowodowało to paniczną ucieczkę gryzoni m. in. nad Jeziorko Balaton, również w okolice Parku Nad Balatonem, miejsce wypoczynku mieszkańców Gocławia i nie tylko.
  2. Drugą przyczyną wzrostu populacji obu gatunków jest niekontrolowane, niezgodne ze zdrowym rozsądkiem i zasadami, dokarmianie ptactwa, głównie kaczek, oraz pozostawianie śmieci (w tym resztek pokarmu) w miejscach niezabezpieczonych.

Powstaje pytanie, czy Dzielnica mogła zlekceważyć interpelację radnego, popartą sygnałami od mieszkańców o niebezpiecznym wzroście populacji szczurów? Odpowiedź jest chyba jednoznaczna.

Przedstawię Państwu rozszerzoną opinię Urzędu Dzielnicy w tej sprawie.

Do 2017 roku teren Kanałów Gocławskiego i Wystawowego podlegał działaniom Wydziału Ochrony Środowiska UD Praga – Południe, w 2018 tereny te przeszły pod władanie Zarządu Zieleni M. St. Warszawy. Dopóki terenami tymi opiekował się dzielnicowy WOŚ, deratyzacja przeprowadzana była okresowo, w terminach zgodnych z zapisami „Regulaminu utrzymania czystości i porządku na terenie M. St. Warszawy”, wprowadzonego Uchwałą Rady Warszawy nr LXI/1631/2018, z zastosowaniem pułapek-łapek i trutki dopuszczonej do stosowania. Pułapki skonstruowane są w sposób uniemożliwiający dostanie się do środka ptakom i zwierzętom domowym.

pułapka - Awantura o szczura

stacja deratyzacyjna - Awantura o szczura

Oczywiście nie można wykluczyć przypadku, że ktoś tę pułapkę rozbije, a ktoś inny naje się trutki. Wtedy skutki mogą być nieciekawe. Dlatego, zgodnie z obowiązującymi procedurami, obecna kampania przeciw szczurom rozpocznie się od akcji informacyjno-uświadamiającej. Zostaną rozstawione tablice informacyjne, uprzedzające o planowanej deratyzacji i ostrzegające przed substancjami trującymi. WOŚ planuje również kontynuację działań informacyjnych w sprawie niecelowości dokarmiania ptaków w Parku Nad Balatonem. Akcję taką prowadzono w prasie i w Internecie, rozdystrybuowano ulotki, w Parku ustawiono tablicę informującą o zasadach dokarmiania dzikiego ptactwa.

Czy istnieje metoda „selektywnej” deratyzacji, takiej, aby wytępić albo przynajmniej zmniejszyć, liczbę szczurów wędrownych, a ochronić karczownika? Na taką skalę, jaka jest niezbędna na Gocławiu – chyba nie ma. Znane skądinąd „żywołapki” na tak rozległym terenie są praktycznie niemożliwe do zastosowania i skontrolowania.

żywołapka - Awantura o szczura

Ale liczni obrońcy miejskiej fauny (i flory) wiedzą lepiej. Tak, tak, flory też. Bo przecież trutka rozleje się po trawnikach i zatruje rośliny. Wleje się do Jeziorka i wytruje ryby. Padłe szczury zostaną porwane przez drapieżne ptactwo albo, co gorsza, przez nasze pieski i kotki, i stanie się kolejna katastrofa…

A na czym polega „częściowa ochrona gatunkowa” karczownika? Myli się ten, kto sądzi, że ten gryzoń ma jakiś okres ochronny. Karczowniki nie podlegają ochronie na terenie sadów, ogrodów, również tych działkowych. Może być więc tak, że osoby, tak broniące życia tych zwierząt nad Balatonem, bez skrupułów tępią je na swoich działkach bez zastrzeżeń moralnych.

Wierzę, chcę wierzyć, że firma, wybrana do przeprowadzenia deratyzacji w przetargu, wykona ją z należytą dbałością, starając się jak najmniej zaszkodzić mieszkańcom i gatunkom chronionym.

Stanisław Kowalczuk