mieszkanie drzwi klucz - Historia prawdziwa spółdzielczości mieszkaniowej w Polsce

Dziś prezentujemy fragment „Biuletynu Świadomego Mieszkańca, a nie żadnego spółdzielcy”, poświęcony spółdzielczości mieszkaniowej. Biuletyn powstał dzięki wspólnej pracy Mieszkańców i Stowarzyszenia „Razem dla Targówka”. Na początek zapoznacie się z historią spółdzielczości mieszkaniowej w Polsce.

Historia

W połowie XIX wieku w Anglii powstała pierwsza organizacja typu spółdzielnia. Miała za zadanie skupiać rzemieślników, którzy chcieli tanio kupić większą ilość półproduktów, by móc dzięki temu wyprodukować i sprzedać z zyskiem swoje towary.

W myśl zasady: w hurcie taniej

W Polsce po I wojnie światowej brak mieszkań oraz perspektyw na to, by każdy obywatel mógł posiadać swoje cztery kąty spowodował założenie pierwszej spółdzielni mieszkaniowej pn. „Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa” (WSM). Spółdzielnia powstała na Żoliborzu, założona została przez Teodora Toeplitza. Umożliwiła ona „zdobycie” lokum tym, którzy posiadali własny wkład finansowy oraz tym, którzy chcieli odpracować posiadanie „własnego” mieszkania. Trzeba bowiem zaznaczyć, że grunt należał do miasta!!! Osiedle miało realne szanse na to, by dalej się rozwijać, jednak wojna przerwała wszystkie plany.

Druga spółdzielnia pn. „Zdobycz Robotnicza” na Bielanach też chciała iść śladami WSM, ludzie sami budowali domy po godzinach zwykłej pracy, by mieć własny dach nad głową. Władze spółdzielni jednak zapomniały im powiedzieć, że grunt należy do Państwa i nigdy ich nie będzie. Efekt był taki, że w 1931 roku spółdzielnia upadła i bardzo szybko mieszkańcom w wyprowadzce „pomagało” wojsko!!!

Czasy powojenne

Potrzeba uciszenia nastrojów w Polsce powojennej oraz brak mieszkań, a co za tym idzie brak niezbędnej siły roboczej w miastach, spowodował potrzebę „zajęcia” ludzi czymś namacalnym.

Tak powstają spółdzielnie mieszkaniowe. W Warszawie jedną z najbardziej znanych była ta pn. „Osiedle Młodych”. Ona również budowała na gruntach Skarbu Państwa. Jednak świadomość posiadania własnego lokum przy jednoczesnym braku wiedzy o prawie i jego mechanizmach wynikającym m.in. z wymordowania inteligencji polskiej, zarówno przez faszystów niemieckich jak i ruskich komunistów, nie przeszkadzała zwykłym obywatelom.

W roku 1961, w lutym wchodzi w życie ustawa o „spółdzielniach i ich związkach”, która reguluje ich działanie oraz pokazuje, kiedy i jak może powstać skutecznie prawo spółdzielcze.

W tym samym roku wchodzi w życie ustawa o użytkowaniu wieczystym, a zaraz po niej uchwała Sądu Najwyższego z 16 października 1961 r. I Co 20/61 o tym, że cała własność znajdująca się na terenie PRL należy do Skarbu Państwa nawet, jeśli jest zarządzana przez związki takie jak np. spółdzielnia mieszkaniowa.

Ustawa o spółdzielniach faktycznie mówiła, że prawo do lokalu może powstać na gruncie i w budynku stanowiącym własność spółdzielni. Ale nigdy taka własność nie powstała, bo nie mogła powstać.

Prawo wyraźnie mówi, że musi być sekwencja zdarzeń prawnych, która umożliwi skutecznie prawne ustanowienie jakiegokolwiek prawa. Jeśli ktoś nam ukradnie samochód, sprzeda go osobie trzeciej, a ta go pójdzie zarejestrować, to czy uda jej się go zarejestrować? Tak, uda się z podrobionymi dokumentami, nie raz słyszeliśmy takie historie. Ale, jeśli policjant sprawdzi podczas kontroli takie auto i okaże się, że zostało ono zgłoszone jako kradzione, to kierowca będzie mógł nim się dalej poruszać? Ano nie, auto wróci albo do pierwszego właściciela, albo do firmy ubezpieczeniowej. I tak samo jest ze spółdzielczymi prawami do lokali. Jeśli w dacie początkowej, tj. dacie ustanowienia takiego prawa do lokalu, spółdzielnia nie była właścicielem gruntu ani budynku, to nie mogła żadnego prawa skutecznie ustanowić. Ale tak robiła, mało tego, nawet większość tzw. „spółdzielców” ma pozakładane Księgi Wieczyste na taki lokal, czyli zarejestrowali mieszkanie. Można takie mieszkanie sprzedać, podarować czy też inny obrót nim zrobić np. zlicytować? Można, oczywiście, że można, tylko do czasu, aż np. osoba, która jest traktowana jako dłużnik, nie podważy „swojego” tytułu prawnego do lokalu. A sąd będzie musiał uznać jego twierdzenie, że takie prawo nigdy nie powstało, a wpis w Księdze Wieczystej jest fałszywy. Ponieważ Księga Wieczysta [KW] nie stanowi prawa, tylko je ujawnia.

I tutaj taka ciekawostka. Jak Państwo zakładaliście KW, to nie potrzebna była zgoda właściciela gruntu, prawda? Było tylko zaświadczenie ze spółdzielni i wypis z ewidencji budynków. Ale jeśli teraz ktoś z Państwa chciałby zamknąć KW, aby np. pozbyć się długów lub kredytu, to zgodę musi wyrazić właściciel gruntu!!! Dlaczego tak jest? Odpowiedź pozostawiam Wam do przemyśleń.

Masz pytania? Zadzwoń: 601-455-509 lub napisz: razemdlatargowka@gmail.com.

Adam Rymski