franek - Zaczęło się od grymasu przy świątecznym stole. Dziś Franek potrzebuje naszego wsparcia

Dum vivimus, vivamus (Dopóki żyjemy, używajmy życia) – chciałoby się rzec. Korzystajmy z życia, uszczęśliwiając siebie, ale nie zapominajmy o innych. Dziś właśnie do tego szczególnie Was namawiamy. A dlaczego? Los sprawił, że wesoły chłopiec, pasjonat geografii politycznej świata, nagle zaczął „grymasić”, jednak nie były to typowe grymasy. Chcecie poznać pięcioletniego Franka i jego historię, której możecie stać się jasną częścią? Zapraszamy do lektury.

„Franek to aktywny pięciolatek, uwielbia jeździć na rowerze, hulajnodze, łyżwach, grać w piłkę nożną. Kocha klocki Lego i resoraki. Marzy o psie […]” – tak w pierwszych słowach opisują Frania rodzice, których życie pewnego dnia wywróciło się do góry nogami.

„Lekki grymas na twarzy Frania dostrzega jako pierwsza Mama przy bożonarodzeniowym stole. Grymas ujawnia się jedynie w czasie płaczu albo szerokim uśmiechu. Po dwóch tygodniach lądujemy na SOR, choć nie jesteśmy do końca pewni czy ten grymas faktycznie jest. Podobne wątpliwości mają lekarze, ostatecznie decydują się nas przyjąć do szpitala. Początkowo porażenie nerwu twarzowego biorą za powikłanie po przeziębieniu, po tygodniu badań diagnostycznych wynik rezonansu magnetycznego zwala nas z nóg. Franek ma glejopochodną zmianę w pniu mózgu. Dalej obrazy przesuwają się jak w kalejdoskopie. Karetka do Centrum Zdrowia Dziecka, informacja o rokowaniu, chemia, 6 tygodni radioterapii, gorączkowe poszukiwanie możliwości leczenia za granicą”.

Oto początek trudnej drogi, jaką Państwo Popek mają za sobą. Po zmierzeniu się z tą niewyobrażalnie trudną prawdą młodzi rodzice odkryli, że obecny stan wiedzy medycznej nie pozwala na skuteczne leczenie choroby syna. Mają świadomość, że Franek został zdiagnozowany w oparciu o wynik jednego badania MRI, więc zdecydowali się na wykonanie biopsji guza, aby potwierdzić diagnozę. „24.04 odbyła się biopsja w Zurichu, oczekujemy z niecierpliwością na jej wynik, który pozwoli na ukierunkowanie leczenia”.

Poznaliście historię Franciszka. A jaka w niej Wasza rola? Z całego serca zachęcamy Was do wsparcia finansowego tej rodziny, bo jest szansa na leczenie tego małego, ciekawego świata człowieka. „Ze wstępnych informacji o możliwych ścieżkach leczenia wynika, iż są to programy eksperymentalne, głównie w USA. Leki oferowane w ramach programów są bezpłatne, ale koszty hospitalizacji, zabiegów operacyjnych już nie. Te ostatnie są szokująco wysokie, rzędu kilkuset tysięcy dolarów, np. CED w UCSF San Francisco to koszt ok. 350.000$. Udział w trialu winien nastąpić niedługo po ukończeniu radioterapii, tym samym pilnie gromadzimy fundusze, aby dać Frankowi szansę na życie”.

Celem rodziny Popków jest osiągnięcie kwoty 550 000 złotych. Darczyńcy wpłacili dotychczas ponad 472 000 zł, brakuje zatem w skali całej sumy niewiele, by kosztowne leczenie było możliwe. Wszystkie osoby, które chciałby wpłacić nawet najmniejszą kwotę, odsyłamy na stronę zbiórki Pomagam.pl.

Dla Franka prowadzona jest również „Kiszonkowa aukcja”, z której cały dochód również zostanie przeznaczony na leczenie. Na aukcji możecie nabyć wyjątkowe przetwory przygotowane przez wszechstronną artystkę i muzyka –  Marcelinę Paniutę-Jankowską. Licytacja przetworów trwa jeszcze tylko dziś, do godz. 23.59.

Nie zwlekajmy. Dum vivimus, vivamus. Działajmy w słusznej sprawie.

 

ZBIÓRKA DLA FRANKA

KISZONKOWA AUKCJA DLA FRANKA

JK